mooving
sobota, marzec — voglerczyli vogler i filmy w telegraficznym skrócie i szkolnej skali.
XXY - porządnie zrealizowany film na temat problemów związanych z hermafrodytyzmem, których większość z nas zapewne nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić. Szczególnie spodobała mi się gra aktorska głównej bohaterki oraz pozbawione happy endu zakończenie, w którym dwa odrębne światy pozostają dwoma odrębnymi światami. Bez cukierków, ale i bez większych rewelacji. Porusza przede wszystkim podjęty temat - 4
Lions for Lambs (Ukryta strategia) - zły, zły, niedobry film. Słuszny temat został całkowicie pogrzebany w schematycznym scenariuszu i nawet znani aktorzy, którzy niegdyś mieli czym grać, tutaj wysiadają w idiotycznych dialogach i tak kiepskiej fabule, że aż piszczy. I Robert Retford firmuje tego gniota własnym nazwiskiem? Smutne i niepotrzebne rozczarowanie, którego w ogóle nie musiało być. - 1 - Ps. Jak ja nie lubię Toma Cruisa, fuuuj.
Once - komedia romantyczna jakich niewiele. Temat ten sam, fabuła ta sama, ale no właśnie, ta muzyka i ci aktorzy grający główne role są po prostu świetni. Te elementy przede wszystkim składają się na cały klimat tego ciepłego filmu. Warto posłuchać i pobyć przez chwilę w tym przyjemnie opakowanym świecie, w którym nawet lekko zaskakujące zakończenie (założę się że większość osób oglądających ten film ze mną w kinie na przedpremierowym pokazie spodziewała się czegoś innego) jest podane z pozytywną, komediowo - romantyczną lekkością, za którą tak lubimy tego typu filmy. A jak się pomyśli, jak niewielki budżet wystarczył, by “Once” ujrzał światło dzienne, to się chce po prostu piać z zachwytu - 5
There will be blood (Aż poleje się krew) - Absolutna rewelacja. Wspaniała epicka historia na podstawie klasycznego, choć zupełnie nieznanego u nas, amerykańskiego pisarza Uptona Sinclaira „Oil”, wydanej zresztą także i u nas pt. „Nafta”. Film praktycznie doskonały, do którego nie można się właściwie o nic przyczepić. Daniel Day-Lewis po raz kolejny jest klasą samą dla siebie. Obłędne zdjęcia do których Hollywood zdążył już przyzwyczaić, podobnie jak do świetnej oprawy muzycznej, autorstwa nie znanego mi wcześniej Johnego Greenwooda. Realistycznie przedstawiona historia kariery, która jest zarazem wielką metaforą na temat tego jak amerykański sen stał się amerykańskim koszmarem. Miałem dziwne skojarzenia, z jednej strony z “Czasem Apokalipsy”, a z drugiej z “Ziemią obiecaną”
Tak czy inaczej, obowiązkowe - 6
The Cleaner (Czyściciel) - Wszystko to już było, bo to w końcu rasowy, spsychologizowany thriller. Ten konkretnie ma parę atutów - ciekawą i dość sprawnie poprowadzoną intrygę (kiedy widz już wie, kto zabił, reżyser czym prędzej zmierza do zakończenia, ponieważ zdaje sobie sprawę, że widz to wie
). No i przede wszystkim gra aktorska. Para Samuel L. Jackson i Ed Harris mogłaby półtorej godziny czytać książkę telefoniczną, a i tak nie miałbym dość. Ale najbardziej i tak podobała mi się Keke Palmer, grająca córkę głównego bohatera w sposób niezwykle naturalny. Nie zdziwiłbym się, gdyby w przyszłości zrobiła karierę. Film jest okej, 4
My Blueberry Nights (Jagodowe noce) - Wszystko gra. Klimatyczny film. Świetne aktorstwo (ojj, ach Natalie Portman), a jednak coś mi w nim nie gra. Prawdopodobnie spodziewałem się czegoś więcej po Wong Kar Wai’u niż typowego filmu ze stajni Hollywood. Czy większość fajnych reżyserów po zrobieniu filmu w fabryce marzeń muszą obniżać loty? Dlaczego mam wrażenie, że to samo mógłby nakręcić ktoś inny. Tylko 4
czwartek, maj at 19: 17:26
!!!
Oglądałeś Jagodowe noce! Nie spodziewam się po nich niczego, co przebije Wielką Czwórkę (Chunking Express, Upadłe anioły, Spragnieni miłości, czy dla mnie przede wszystkim 2046), a już samo to, że nie grają skośnoocy aktorzy lekko mnie niepokoi, ale mimo wszystko jestem bardzo ciekawa, jak odbiorę ten film. Chyba nie ma go jeszcze w polskiej dystrybucji…
Porównaniem Aż poleje się krew do Ziemi obiecanej i Czasu Apokalipsy zachęciłeś mnie do zapamiętania tego tytułu i rozejrzenia się za tym filmem. Ziemie.. obejrzałam całkiem niedawno i oczywiście jestem zachwycona - uwielbiam takie wielkie epickie filmy (i książki), temat mistrzowsko pokazany… Czas Apokalipsy przeraża mnie swoją długością, więc jeszcze go nie obejrzałam (czeka na półce), ale że jest Conradowski, to jestem pewna mojego zachwytu