Lektura wyboru esejów Waltera Benjamina zatytułowanego (podobnie jak jeden z zamieszczonych w nim tekstów) Twórca jako wytwórca początkowo wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Spodziewałem się czegoś więcej po tym słynnym Benjaminie, myślałem bezpośrednio po przeczytaniu zbioru. Musiało upłynąć trochę czasu, żebym zrozumiał, iż czas jaki mu poświęciłem, nie był czasem straconym..
Jak wspomina Hubert Orłowski, autor wyboru, złożyły się nań publikacje powstałe w latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku, a więc wówczas, gdy Benjamin za sprawą Bertolda Brechta zafascynował się dialektyką marksistowską. Wpływ tej koncepcji intelektualnej uwidacznia się chyba najwyraźniej w początkowych tekstach zbioru, które w sposób bardzo szeroki zarysowują poglądy estetyczne wybitnego badacza, przede wszystkim odnośnie teorii kultury. Zwraca w nich szczególną uwagę bardzo duże znaczenie, jakie przywiązywał on do nowych wówczas, intensywnie rozwijających się form ekspresji artystycznej, zwłaszcza wizualnych. Benjamin niezwykle wnikliwie diagnozuje tkwiące w nich możliwości. I jakkolwiek przywiązanie do dialektycznego postrzegania rzeczywistości trochę mnie odtrącało, to mimo wszystko jego poglądy, szerokie horyzonty myślowe i umiejętność celnej, nierzadko proroczej interpretacji mechanizmów kultury zrobiły na mnie spore wrażenia. Myślę tu zwłaszcza o eseju tytułowym. Na długo w pamięci zapadną mi ponadto dwa eseje, w których Benjamin opisuje rozwój dziewiętnastowiecznego Paryża. Potoczysty styl wypowiedzi oraz mnóstwo zgromadzonych w nich ciekawych szczegółów czynią te eseje wzorcowymi dla tego typu rozważań o charakterze historiozoficznym - zważywszy, że stolicę Francji należałoby traktować jako soczewkę, w której skupiają się przemiany, jakie rozgrywały się w miastach całej Europy.
Z inną nieco uwagą podszedłem do drugiej partii tekstów zgromadzonych w zbiorze, tj. do fragmentów nieukończonych Pasaży paryskich, które znałem już i dobrze je pamiętałem, z lektury Ulicy jednokierunkowej. Z niekłamaną przyjemnością przypomniałem sobie krótkie, lapidarne fragmenty - kolejne wspaniałe przykłady Benjaminowskiej stylistyki - które później znajdą swe continuum w twórczości Quignarda i Rutkowskiego.
W końcowych tekstach zbioru esejów, Benjamin daje upust swym zainteresowaniom historyczno-literackim, poświęcając swą uwagę konkretnym artystom. Ich nazwiska nie wydają mi się przypadkowe. Każdego z nich można by bowiem obdarzyć mianem rewelatora, ponieważ twórczość każdego z nich wprowadziła nową jakość w dziedzinie literatury, doprowadzając w konsekwencji do przewartościowania jej późniejszego obrazu. A Baudelaire, Proust czy Kafka stając się w tych esejach ‘ludźmi z krwi i kości’, nie tracą zarazem nic z wielkości, do jakiej . Wydaje mi się, że takie właśnie, zawierające w sobie oczywisty paradoks, zdanie najlepiej oddaje ich osobliwy charakter. Wśród nich moim faworytem bezapelacyjnie jest esej Do wizerunku Prousta.
A tak na marginesie - słowu wstępnemu pióra Jerzego Kmity także należy poświęcić odrobinę uwagi. Więc żeby nie być gołosownym:
“Podkreślić warto na zakończenie, że zamieszczone w zbiorze niniejszym utwory służyć mogą za model światopoglądowego zaangażowania intelektualisty marksistowskiego, który w sporze z tradycyjną współczesną mu humanistyką burżuazyjną podjął ambitne zadanie zarysowania elementów nowej marksistowskiej teorii kultury; trzeba przy tym dodać, że znajdujemy w tych utworach szereg kapitalnych i trafnych spostrzeżeń charakteryzujących miałkość poznawczą oraz apologetyczne funkcje ówczesnych akademickich dyscyplin humanistycznych.”
Cudne jest to zdanie
W. Benjamin, Twórca jako wytwórca, wybór H. Orłowski, przeł. H. Orłowski i J. Sikorski, Poznań 1975
Napisane w Książki | Bez komentarzy
