Nazywam milczeniem - Tadeusz Różewicz

Nienazwane mogę nazwać słowem.
mogę nazwać ojczyzną
miłością złotem różą
mogę wołać albo milczeć
mogę wymieniać kolory
morza wyspy ptaki owoce.
Wymieniam imię ukochanej
ojczyznę nazywam po imieniu
jedno słowo dwa razy powtarzam
nienazwane nazywam milczeniem.

Samotność - Rainer Maria Rilke

Samotność jest jak deszcz.
Z morza powstaje, aby spotkać zmierzch;
z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
w rozległe niebo nieustannie wzrasta.
Dopiero z nieba opada na miasta.

Mży nieustannie w godzinę przedświtu,
kiedy ulice biegną witać ranek,
i kiedy ciała nie znalazłszy nic,
od siebie odsuwają się rozczarowane;
i kiedy ludzie, co się nienawidzą,
spać muszą razem - bardziej jeszcze sami:

samotność płynie całymi rzekami.

zapis przemian /3/

Ja jestem z chmury. Ty jesteś spadła.
Ty jesteś kropla. Ja jestem bez kości.

Ja jestem kordelas nocy. Ty tarcza zegarka.
Ty jesteś pasmo nadgarstka. Ja dolina dłoni.

Ja jestem księżyc. Ty jesteś jawny sen.
Ty chodzisz na palcach. Ja jestem cień.

Ja jestem księżyc. Podobno świecę.
Ty jesteś sen. Bywa że budzisz się.

Ty chodzisz na palcach. Czasami po mnie.
Ja jestem cień. Rzucam się na toni twe.

Zapis przemian /2/

nocą w przedziale myśli swoich siedzisz a
krew uderza pod powieki okien wspominasz
rozważania o konsystencji nieba, noworodka
niedzielnej szkółki o szybowaniu nie ma ciem
no, nie ma mo kro i nie spać nie ma jak a two je ja
wyznaje wiarę niemożliwej niemożliwości lepkiej jak
oddech odzwierciedlony na celuloidzie szyby; i chyba
myślisz, roz po zna je tam mnie te go któ ry jest.

widzisz: wiatr przestaje bić pianę o korony drzew, krew
jest jak woda, słyszysz? , nieomal jak lepki tętna nerw
raz po raz coraz to mniej ospale kreśli jaskółcze trajektorie
dniom, kolejnym konstelacjom nadajesz nazwy, są takie drobne
zauważasz, jak dzieci, w swej poszczególnej pierwotności, gdzie
jest czas, kiedy kocie łapy śledziłeś kulawym wzrokiem, w imię
czyje zamilkł rezon widnokręgu, kiedy stał się omszałym snem
ówczesna cisza stała się twym dzisiejszym uwagi języczkiem?

Nie, odpowiadasz i widzisz że to jest dobre jak czekolada
albo pomarańcza jabłko w przełyku lub luka w twym torsie

Zbierasz się garść wysiedzianych myśli wrzucasz do kieszeni
order kiepskiej partyzantki której kres przynosi księżyc poranny

Stacyjki dróżnika nawet pies nie obwieszcza gniazdko
nad jej konarem dostrzegasz dopiero po pewnej chwili

Wysiadasz tam gdzie gwiazda pustynna i echo oddechu
bez ego i naboi bez ślepych ulic w radosnym mieście

Posted in Wiersze. 1 Comment »

zapis przemian

podejdź, jeśli twoja nagość stanie się
dla mnie jasna, będzie ci cieplej, powtarzała
ale nie burzyłem bezruchu, patrzyłem w las
drzewa tuliły się się do siebie smukłe, rześkie

z żywicznym spokojem zastanym w słojach

mogę cię ulepić na nowo, mówiła, będziesz
moim ulubionym golemem, słyszałem, niepokój
dojrzewał z delikatnością demiurga, a my tarmosiliśmy
się stopami, taktowni i oniemiali w naszej konkwiście

a ja nie mogłem oderwać wzroku od tabunu brzóz

wypowiadała jeszcze wiele wyrazów wierzyła w ten
pradawny rytuał obłe rubensowskie gesty nie
mieściły się w mych małżowinach i nawet nie
próbowałem lancetu interpunkcji rzuciłem ręcznik

potem podniosłem oczy do góry. padało.