Święto kozła - Mario Vargas Llosa
niedziela, maj — vogler
Źródło: czytelnia.onet.pl
1. Byłem bardzo ciekawy, jak Vargas Llosa poradzi sobie z podjętym przez siebie w Święcie Kozła tematem. Jaką przyjmie formułę wypowiedzi i w jaki sposób będzie ją realizował? Jednocześnie długo czekałem z tą lekturą, ponieważ wysoko cenię sobie czas spędzony z twórczością jednego z najwybitniejszych współczesnych pisarzy.
2. No właśnie, należałoby w tym miejscu zapewne zacząć od stwierdzenia, że opublikowana w Polsce w 2002 r. powieść V. L., opisuje dyktaturę Rafaela Trujillo oraz ówczesną Dominikanę w kontekście jego rządów, represji społecznych, wzbierającego oporu społecznego, którego finałem będzie zabójstwo Generalissimusa - tylko że wcale nie jestem pewien, czy faktycznie tak jest; czy takie ograniczanie jej tematyki jest w ogóle uprawnione. Niewątpliwie liczne fragmenty powieści odnoszą się do realiów tego z jednej strony osobliwego, z drugiej jakże stereotypowego dyktatora. Skąd więc moje wątpliwości ? Być może to moja nadinterpretacja, tym niemniej wydarzenia polityczno-społeczne przedstawione w książce postrzegam w perspektywie XX - wiecznej historii całego kontynentu, w której nie brak krwawych reżimów, równie krwawych rewolucji czy innych ruchów społecznych będących walką o charakterze wewnętrznej walki narodowowyzwoleńczej.. Innymi słowy, w takim rozumieniu byłaby to powieść o Trujillo jako reprezentancie pewnej tendencji i w takim kontekście, należałoby rozpatrywać jego osobę w szerszej perspektywie niż lokalny koloryt i wydarzenia będące przeszłością jedynie Dominikany. Myślę w taki sposób, ponieważ V.L. i inni pisarze odpowiedzialni za boom na literaturę iberoamerykańską mieli bardzo silną świadomość wspólnoty przeżyć i nie raz solidarnie wykazywali się odpowiedzialnością społeczną wobec jednostki i narodu. Przykładam ponadto dużą wagę do konstrukcji klamrowej powieści, którą wyznaczają rozdziały skupiające się wokół Uranii Cabral..
3. Córka senatora Cabrala, jednego z najważniejszych dworzaninów “pana i władcy” Trujillo, wydaje mi się najbardziej nasycona powieściowymi sensami. Rozpięta pomiędzy teraźniejszością emigrantki, a przeszłością skrzywdzonej córki prominenta, który pewnego dnia popada w niełaskę, chyba najsilniej przenosi intencje przyświecające autorowi. Przez jej egzystencję w powieściowym świecie oraz przez sposób, w jaki jej istnienie się realizuje, skłaniam się ku myśleniu, że V.L. nie tyle kreśli literacką biografię satrapy, co raczej zastanawia się nad dzisiejszymi konsekwencjami ówczesnej przeszłości oraz nad powodami dla których właśnie taka, a nie inna przeszłość w ogóle miała swą przestrzeń i czas.
4. W osobie Trujillo (porównanego przez V. L . do Petroniusza z Quo Vadis) najbardziej zafrapowały mnie dwie rzeczy. Po pierwsze towarzysząca mu otoczka, rodzaj fenomenu, który wzmagał bezwolność w społeczeństwie. To, prócz dobrze dobranych współpracowników oraz absolutnej bezwzględności w zwalczaniu opozycji, pomagało mu utrzymywać się tak długo przy władzy. Pisarz bardzo pieczołowicie obrazuje tę cechę jego osobowości w licznych konfrontacjach dyktatora z postaciami drugiego planu, gdy te przerażone i onieśmielone silną osobowością “Kozła”, nie są zdolne do jakiegokolwiek sprzeciwu. Przypominają mi się tutaj od razu inne powieści, które kapitalnie definiowały mechanizmy absolutnej władzy jednostki nad społeczną masą - Piąta zima magnetyzera Pera Olofa Enquista czy Kusiciel Brocha.
Druga to zwierzęce nieomal człowieczeństwo osoby, która za życia nadała sobie status pomnika, wyrażone przez nieopanowany popęd seksualny i katusze, jakie przeżywa w związku z coraz gorzej funkcjonującą prostatą (co rozgrywa się nie tylko w perspektywie utraty władczej męskości, ale także na płaszczyźnie estetycznej). Tak obszernie opisana przez pisarza seksualność dyktatora sprawiła, że zacząłem zastanawiać się nad tożsamością południowoamerykańskich społeczeństw w jej mitologicznym aspekcie. Czy krwawe obrzędy, nierzadko obwitujące w orgie seksualne mogły spowodować swoistego rodzaju oswojenie, dziwne przyzwolenie na taki właśnie typ rządów? Czy nie jest trochę tak, że Ameryka Płd. w jakiś sposób kreuje despotyzm /na podobnej zasadzie jak kształtuje się władza w Rosji, której historia nierozrwalnie splata się z twardą, carską ręką/? Na pewno istnieje dużo więcej czynników, chociażby o charakterze gospodarczym i taka teza jest zapewne zbyt dużym uproszczeniem, nie mogę oprzeć się jednak pokusie, by w takim właśnie stwierdzeniu dopatrywać się czegoś istotnego.. zwłaszcza, jeśli wspomnieć mentalność południowców, jakże nacechowaną stereotypem silnego, władczego mężczyzny eksplodującego ’siłami witalnymi’. Ech, stary, dobry maskulinizm..
5. W trzecim wątku (częsta w powieściach V.L. wielowątkowa konstrukcja fabuły) ekskandydat na prezydenta Peru (na szczęście, ponieważ może wciąż pisac
) ukazuje rewolucjonistów i buntowników, którzy czekając upragnionej szansy na zgładzenie “Kozła”, obnażają kierujące nimi pobudki. Są one dość stereotypowe i przedstawione jak na V. L. nieco po łebkach. Być może jest tak dlatego, że pisarz skupił się w tej partii powieści na nadaniu akcji dynamiki godnej powieści sensacyjnej albo kryminalnej, co skądinąd współgra przecież z funkcją, jaką obciążył ówczesnych samobójców, którzy, o ironio!, wkrótce będą bohaterami. Jeśli V. L. chciał przyspieszyć tu akcję, to udało mu się to znakomicie. Duża w tym zasługa, krótkich, wymownych dialogów, nierzadko godnych samego Hemingwaya. Tym niemniej ta część Święta kozła rozczarowała mnie chyba najbardziej. Brakowało mi “totalności” - to specyficzne określenie, ale innego nie znalazłem. Cóż, ci, którzy przeczytali Rozmowę.. lub Wojnę końca świata z pewnością będą wiedzieć o co mi chodzi..
6. Po raz kolejny sprawdza się recepta na powieść znana z wcześniejszych utworów Peruwiańczyka. Znajdziemy tu więc: wielowątkową fabułę składającą się na zobiektywizowaną rzeczywistość dzięki ukazaniu jej z kilku perspektyw, synkretyzm gatunkowy (powieść obyczajowa, polityczna, społeczna, sensacyjna), malarską nieomal dbałość o szczegóły koegzystujący z uwspółcześnionym przez V.L., wciąż efektywnym realizmem. Formuła wypowiedzi, który artysta wypracował stosunkowo wcześnie, dziś wciąż się sprawdza, kolejny raz zadziwiając mnie bogactwem tkwiących w niej możliwości.
7. Jaka to książka? Jak zwykle u V. L. - świetna. Scena gwałtu oraz tortur, jakich dopuszcza się pierworodny Trujillo w zemście na jego zabójcach, wywarły na mnie ogromne wrażenie. Są wiarygodne, porażające i perfekcyjnie napisane, jedne z najlepszych, jakie. Mimo to, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czytałem już jego lepsze dzieła (a to dlatego, że bardziej cenię “powieści totalne” niedoszłego noblisty, a ta, mimo wszystko, taką mi się nie wydaje). Co nie zmienia faktu, że zdecydowanie warto poświęcić czas na lekturę Święta kozła, ponieważ przyjemność z niej płynąca jest gwarantowana. Jak zwykle u V. L.