Zapis przemian /2/
czwartek, kwiecień — voglernocą w przedziale myśli swoich siedzisz a
krew uderza pod powieki okien wspominasz
rozważania o konsystencji nieba, noworodka
niedzielnej szkółki o szybowaniu nie ma ciem
no, nie ma mo kro i nie spać nie ma jak a two je ja
wyznaje wiarę niemożliwej niemożliwości lepkiej jak
oddech odzwierciedlony na celuloidzie szyby; i chyba
myślisz, roz po zna je tam mnie te go któ ry jest.
widzisz: wiatr przestaje bić pianę o korony drzew, krew
jest jak woda, słyszysz? , nieomal jak lepki tętna nerw
raz po raz coraz to mniej ospale kreśli jaskółcze trajektorie
dniom, kolejnym konstelacjom nadajesz nazwy, są takie drobne
zauważasz, jak dzieci, w swej poszczególnej pierwotności, gdzie
jest czas, kiedy kocie łapy śledziłeś kulawym wzrokiem, w imię
czyje zamilkł rezon widnokręgu, kiedy stał się omszałym snem
ówczesna cisza stała się twym dzisiejszym uwagi języczkiem?
Nie, odpowiadasz i widzisz że to jest dobre jak czekolada
albo pomarańcza jabłko w przełyku lub luka w twym torsie
Zbierasz się garść wysiedzianych myśli wrzucasz do kieszeni
order kiepskiej partyzantki której kres przynosi księżyc poranny
Stacyjki dróżnika nawet pies nie obwieszcza gniazdko
nad jej konarem dostrzegasz dopiero po pewnej chwili
Wysiadasz tam gdzie gwiazda pustynna i echo oddechu
bez ego i naboi bez ślepych ulic w radosnym mieście
poniedziałek, kwiecień at 09: 40:44
Zapisuj, dajesz radość czytania…