*
czwartek, marzec autor vogler
Taki mężczyzna, co to dobrze traktuje kobiety, nie gubi kart kredytowych ani nie tłucze talerzy podczas zmywania, pracuje sumiennie, chętnie pożycza znajomym pieniądze, codziennie o północy wyprowadza psa, niepomny na własne zmęczenie. Taki człowiek, którego nie sposób nie lubić i którego omijają kataklizmy.
Duduś, choć nie w pełni żywy, był przecież obdarzony życiem. A to nie to samo. Niektórzy ludzie po prostu są swoim życiem. Inni, jak Duduś, tylko je zamieszkują. Tak jak żyjący w niepewności lokatorzy, którzy praktycznie nie znają swoich praw własności, ani nie wiedzą, kiedy wygaśnie dzierżawa. Tak jak niewprawni kartografowie, którzy kreślą wciąż od nowa zwodnicze mapy egzotycznego kontynentu.
Takim ludziom wszystko musi się w końcu zawalić. Ściany się wybrzuszają. Puste przestrzenie między poszczególnymi przedmiotami pęcznieją. Powierzchnia przedmiotów ocieka wilgocią, wyciera się, paczy. Ze szwów sączą się histeryczne moce lęków zmagazynowane w jądrze przedmiotów. Trzeba nie lada wysiłku, żeby uszeregować rzeczy i poruszać się w przestrzeni. Zbyt wiele trudu kosztuje przejście z kuchni do salonu, podanie napojów, włączenie aparatury nagłaśniającej, udawanie pogodnego nastroju. Ale zwiększenie wysiłków nie rozwiąże bynajmniej wysiłków Dudusia. Pomnażanie wysiłków nie zaradzi jego zmyślnemu poczuciu niemocy, wynikłemu z urojonego wymazywania teraźniejszości, w chwili gdy staje się ona przeszłością. Oprócz zdwojenia wysiłków dudusiowi trzeba wiary. Której (teraz) mu brak. Wszystko staje się nieprzewidywalne. Należy stawiać się pięć razy na tydzień, punktualnie o dziesiątej z rana w biurze firmy Watkins i Spółka przy Lexington Avenue, wbrew codziennym podejrzeniom Dudusia, że nigdy przedtem tego nie robił. A jednak stawia się tam codziennie rano. Zakrawa to na cud. Pozbawiony jednak wiary Duduś nie wyciąga stąd wniosku, ze występowanie cudów gwarantuje istnienie świata, w którym takie cuda się zdarzają. Wyciąga natomiast wniosek, że wykonywanie tego, co się zamierzyło, nie należy bynajmniej do cudów. Przypomina raczej gwałtowne rozdarcie biernej, kruchej, lepkiej materii rzeczy. Czy wręcz idiotyczny wypadek - na przykład kiedy ktoś bezmyślnie wywija nożyczkami i paskudnie niszczy materiał bądź niechcący wypala w nim papierosem dziury.
Wszystko się wali: grzebiąc w całości jakże zadbane życie Dudusia. Niczym dom obsługiwany przez jeden wielki generator w suterenie. Duduś odczuwa niemal namacalnie spadek energii generatora. Albo koszmarne uszkodzenie tegoż generatora, który właśnie oszalał. Wypuszcza więc strumień odpadków, które zalewają życie Dudusia, zanieczyszczają mu podłogę, pochłaniają jego ulubione meble zmuszając go do ucieczki. Duduś kuli się zatem w ciasnym kącie. Ale nawet gdyby pragnął zachować tylko skrawek wolnej przestrzeni, i tak nie zapewni sobie bezpieczeństwa. Jeśli nie dosięgnie go tam ciało stałe, to agresywny ładunek z popsutego czy też zbuntowanego generatora skropli się, a wtedy dotrze już wszędzie, rozciągnie się niby skóra. Generator wypluje strugę oleistej cieczy, brudnej i cuchnącej, a ta pokryje wszystkie przedmioty, osoby i sprzęty, zarówno pospolite, jak i drogocenne, zarówno szkaradne, jak i te nieliczne, które nadal zachowały piękno. Zapaskudzi świat Dudusia i uczyni go bezużytecznym. Nie nadającym się do mieszkania.
Susan Sontag, Zestaw do śmierci, tłum. Anna Kołyszko, PIW 1989, s. 7-9
Pozwól złożyć sobie życzenia najwspanialszej wiosny
Ciepłej, kolorowej, niepokojącej i niespokojnej! Takiej, jaką powinna być. Jak w “Święcie wiosny” Strawińskiego.
No i jak Cię nie kochać? No jak?
Za Donoso(ten ptak i mnie uwiódł), Borgesa, za bramy raju, które mnie olśniły… i wracam do wpisu, szukając innych rozkoszy…
Ale Gretkowskiej i Tokarczuk nie akceptuję, sorry - dorzucam “Rękopis znaleziony w Saragossie” i “Pod wulkanem”Lowry’ego. I jeszcze - za pozwoleniem - Houellebecqa(”Możliwość wyspy”), “Biesy” Dostojewskiego i oczywiscie Cervantesa. Twórz kanon, proszę
Nie zadawaj mi takich trudnych pytań jak powyżej
Houllebecqa odrzuciłem z dwóch powodów. Dla mnie to filozof a nie pisarz. Gdyby rozpatrywać “Możliwość wyspy” pod względem konstrukcyjnym to spokojnie może być ona postrzegana jako wtórna wobec “Cząstek”, zresztą nie tylko pod tym względem. Poza tym z nim mam pewien problem - kusi mnie, ale nie jestem w stanie zgodzić się w pełni z jego światopoglądem. Jak dla mnie postrzega świat zerojedynkowo, co powoduje mój wewnętrzny sprzeciw.
Pozostałych rzeczy, zwłaszcza tych klasycznych, nie znam. Ale to dobrze, zawsze będzie co czytać
(za wyjątkiem Lowry’ego, którego próbowałem i w którym póki co nie zasmakowałem. Jeszcze!)
Zanim podam argumenty za, napisz mi proszę co masz przeciw Gretkowskiej i Tokarczuk. Oczywiście to kwestia gustu, ale jestem tego niezmiernie ciekaw.
Ps. Dobrze, że “Święto wiosny” Strawińskiego kojarzę, przynajmniej nie czuję się takim ignorantem
I ja Ci życzę wiosny.. wiosennej 
Co do Houellebecqa - racja, ale wtedy musiałabym zrezygnować z Cervantesa…

Czytałam po dwie książki obu tych kobiet. I - niestety - nie wywarły na mnie żadnego wrażenia, nie wrócę do nich. Trochę błyskotliwych określeń, trochę reporterskich niemal obserwacji itd. ale “tego kwiata jest pół świata”. Raczej Sylvia Plath i Virginia Woolfe. Przepraszam,ze nie pisałam, chciałam o literaturze porozmawiać, poprawię się podczas weekendu
Ps. Lubię zadawać “trudne” pytania
Jeśli przyjąć, że Don Kichot jest jedną z najważniejszych pozycji w literaturze, a Houllerbecqa potraktować jako produkt naszych czasów, to może wcale nie musiałoby się tak stać. Notabene, bez Don Kichota nie byłoby “Mgły” Unamuno, która znalazła się w moim spisie.
Podobnie można by określać Gretkowską w “Polce”, ale jeśli rozmawialiśmy o Dawkinsie w kategorii odwagi to podobny ton mogłaby przybrać rozmowa o “Polce”. Dla mnie ta książka zasługuje na szczególną uwagę już przez to, że została wydana w tym kraju, pojawiła się, zaistniała.
Dla mnie Sylwia i Virginia to autorki na wskroś feministyczne, piszące o kobietach i w dużej mierze dla kobiet. Szanuję je, ale nie nadajemy na podobnej fali
“Dom dzienny, dom nocny” Tokarczuk - lubię za wielopoziomowość, rzadkie we współczesnej lit. polskiej, przynajmniej w tej, którą znam. Podjęcie mitu i archetypu nieodparcie kojarzy mi się z ‘mityzacją rzeczywistości’ Schulza. Generalnie właściwie wszystkie pozycje literatury polskiej są jakimś śladem po studiach, chciałem mieć wewnętrzne przekonanie, że nie zmarnowałem tych pięciu lat i że znalazło się choć parę pozycji, których nie poznałbym bez tego..
Nie mam nic przeciwko temu, żebyś się poprawiała
Pies A w ogóle to ja listę od defendo poproszę
No i nie poprawiłam się. Podczas weekendu zajęłam sie łamaniem kości. Własnej. Przyszło mi o tyle łatwo, że mając głowę w chmurach rzadko widzę realne przeszkody. Kosteczka wprawdzie niewielka, ale uniemożliwia mi oparcie ciężaru ciała na lewej stopie. Wyglądam jak chory wróbel skaczący na jednej tylko nóżce, szkoda,że natura obdarzyła mnie wzrostem słusznym - niesłuszne poglądy sama sobie zafundowałam dla równowagi.
Te cholerne leki przeciwbólowe otumaniają, ale nie aż tak, żebym nie mogła powiedzieć, że panie, które wymieniłeś(T. i G.) mają na sumieniu jeden grzech - ale galanty - epigonizm.
Moja przyjaciółka, zapytana kiedyś o to, czemu jest z facetem, którego lista wad zajęłaby kilka stron maszynopisu, a zaczynała się od “bijący i pijący”, odrzekła z wdziękiem: “Ma j e d e n walor, ale galanty!”
Otóż te panie mają - wg mnie - tylko jedną wadę, ale z gatunku eliminacyjnych(Ty jesteś dla mnie iluminacyjny - zobacz, jak dwie litery wiele mogą, więcej niż Hamlet:D) po prostu brak mi w nich czegoś, co jest naprawdę świeże, niepowtarzalne(forma) lub znaczące czy odkrywcze(treść), nie inspirują mnie.
Listę? Nie ośmieliłabym się. Ale pewnie mnie skusisz
Aua. To Ci się wiosna niewesoło rozpoczęła, współczuję. Weź, zadbaj o siebie i szybko stań na nogi.. (pixele bywają mało wyrażalne, więc ja tu zakończe).
Z tymi galantami to całkiem niezła teoria, chociaż chyba jednak odrobinę podchodzi pod sadomaso, no ale co kto lubi
Wobec pań o których rozmawiamy, to są bardzo trafne uwagi. Z drugiej strony to bardzo subiektywne podejście, uzależnione od tego co się czyta, czego wymaga od lit. itd. Ale doskonale to rozumiem.
Phi, Hamlet jest przereklamowany ;-D a tak na serio to z tym jest jak wyżej. Kwestia indywidualnych odczuć. Prywatnie nie czuję się iluminacyjny (ani fluorescencyjny :P), ale dziękuje, próżność połechtana (a one wyeliminowane jak amen w pacierzu)
Defendo, ja Cię podejdę taktycznie - nie daj się prosić
Poczekam, aż podejdziesz, pułapka nie biega za myszą:)))
Wiesz oczywiście, że mam na myśli pułapkę intelektualną
Prawie wyłącznie intelektualną…
Przecież mnie kobieta zmusiła do tej listy, toż to seksmisja jest jakaś ;-))) Skrobnąłem Ci coś u Ciebie, powiedzmy że to w ramach podchodów
Tak ochoczo spełniasz życzenia kobiet? W s z y s t k i e ? :))
Przypomniała mi się scena ze Szwejka: oficera, którego wojak był ordynansem, odwiedziła niewiasta - w celach oczywistych. Pech chciał, iż amant miał akurat służbę w koszarach i polecił Szwejkowi posprzątać, przygotować jedzenie i w ogóle spełniać wszystkie życzenia tej pani. Pani przeleciała przez mieszkanie jak tajfun, żądając trzepania dywanów itd. To wszystko jednak nie przysłoniło jej celu podróży. Oceniła walory dobrego wojaka i postanowiła część celu zrealizować przed powrotem oficera z koszar. Szwejk też nie był od tego, jako że dama dysponowała urodą. Kiedy oficer wrócił, chciał się upewnić, czy ordynans wykonał rozkaz. Upewniał się metodą wywiadu, dobrze znaną wojskowym:
- Czy spełnialiście wszystkie życzenia tej pani?
- Tak jest!
- Na pewno? A dużo miała tych życzeń?
- Ze sześć, panie poruczniku. Teraz śpi jak nieżywa z tej jazdy…
Porucznik pozostał w świętym przekonaniu, że życzenia dotyczyły wyłącznie posiłku i dokładnego sprzątania. Zacytowałam z pamięci, wiec nie wiem, czy dokładnie
Dokładnie czy niedokładnie, ta anegdota mnie rozbawiła

Kolejne trudne pytanie. Mogą być wszystkie życzenia, ale nie w s z y s t k i c h kobiet
To teraz mam dylemat… zaliczam się do kategorii “wszystkie kobiety”?
Sama na pewno nie rozwiążę zagadki. Szufladka, w którą mnie usiłowałeś włożyć, nie ma napisu. Żadnego. I jakaś otwarta, kusi, żeby z niej wyjść. “Kartoteka”, ale inaczej, “białe małżeństwo” nie grozi, raczej “niebezpieczne związki” “pod wulkanem”, co “i ślepy by dostrzegł”. A najbardziej prawdopodobne są “noce miłości i śmiechu”, “o(d) wpół do jedenastej wieczór, latem” przy wtórze “harfy traw”, czasem “śniadanie u Tiffany’ego”. A “jeśli zimową nocą podróżny” zabłądzi do naszej “kociej kołyski”, uczci naszą “kolumnę wotywną” “rozmową w katedrze”, ale szybko go pożegnamy, bo w “podróż do kresu nocy” ruszymy we dwoje. Masz ochotę na “nowy wspaniały świat”? Przecież “mozliwość wyspy” wciąż w nas trwa…
Twoja “lady Chatterley” :)))
hahah, puściłaś mi ładną wiązankę
aczkolwiek potrzebuje pomocy ponieważ nie mogą rozwikłać tego, co można robić “o(d) wpół do jedenastej wieczór, latem” z naszą “kolumnę wotywną” zanim zacznę ją czcić. Całkowicie wysiadło mi kojarzenie, pardon, o ja nieoczytany 

Nie rozpatrujmy tego w kategoriach eliminacji, ale jakiejś mojej wewnętrznej, często podświadomej, segmentacji, która jest mi wiadoma. W jej “pierwszym kręgu”, najgłębszym, sam się gubię. A czego byś miała sobie zażyczyć, kobieto ? Krokodyle odpadają z góry
Spieszę z wyjaśnieniem(nieco opieszale, ale kuśtykam w końcu, mam nadzieję, że już wkrótce będę biegać): pierwsza to Marguerite Duras(tej samej, która napisała scenariusz filmu “Hiroszima, moja miłość”), to drugie to Seifert(lubisz literaturę czeską? głupie pytanie, jasne że nie chodzi mi o całość, le o niektórych Czechów, ten dostał Nobla chyba, nie chce mi się sprawdzać).
Życzenia? Jako kobieta życzę sobie wszystkiego, oczywiście! Ale nic więcej, nie jestem nazbyt zachłanna:))
Oboje kojarzę, ale te tytuły były mi zupełne nie znane. Pisać Duras będę czytać w następnym razem, a o poezji Seiferta słyszałem wiele dobrego. Kiedyś kiedy byłem mały i głupi (teraz jestem większy i równie głupi) i wierzyłem w słuszność kanonicznych nagród i zestawień, sporządziłem sobie listę noblistów, których chcę poznać. Jaroslav tam był.
Fiuuu, toż to nieomal minimalizm, aż nie wiem od czego zacząć
Lubię Seiferta. Duras średnio. W nagrody wierzę po trosze, czekam, aż czas je utrwali, bo któż dziś czyta Anatola France’a? Ale Canettiego, Marqueza, Brodskiego - owszem. A też nobliści przecież.
Przez Ciebie mam poważny zgryz. Zaczęłam sobie kanon tworzyć, co stworzyło mi masę problemów. Powtarzam tam wiele Twoich propozycji
Cieszy mnie, że mamy zbieżne gusta, zresztą patrząc po listach zauważam pewne pozycje i autorów już kanonicznych
‘Pisać’ robi na mnie pewne wrażenie przez indyferencję Duras i jej nieustanne, niemal obsesyjne wiązanie prawdziwego pisarza z samotnikiem. Zaskakujące, że kobietom tak trudno przebić się do największych wśród pisarzy. Wciąż mnie to uderza. A do Seiferta jeszcze dotrę, mam czas..