1
środa, styczeń autor vogler
Miałem napisać coś o moich wewnętrznych rozterkach. Które są, były i zapewne będą - taka karma. Coraz bardziej doskwiera mi dyskomfort, jaki wywołuje we mnie pisanie o cudzych tekstach i to w taki sposób, który ja sam oceniam dość krytycznie. Ale po niespodziewanym telefonie odeszła mi chęć, by mieć ochotę na pisanie (choć i tak nie uniknąłem tego, jak widać).
Duże problemy bliskich mi osób uświadamiają mi ostatnio dość dobitnie małość własnych, a w konsekwencji poniekąd małość samego siebie. Oczywiście to zapewne wyłącznie kwestia perspektywy; patrzę na nie z zewnątrz, a na swoje od środka. W kontekście braku możliwości zmiany oglądu rzeczywistości to zupełnie nic nie zmienia.
Nie rozumiem punktu przejścia na początku drugiego akapitu. Problemy innych uświadamiają nam na ogół znikomość własnych - jeśli tylko mamy wystarczająco dużo empatii, aby chociaż na chwilę porzucić pogrążanie się w sobie. (Lub też, patrząc na to od strony bardzo cynicznej, na tyle potrzebujemy jakiegoś potwierdzenia, że inni mają gorzej, że aż jesteśmy w stanie zdobyć się na troskę i współczucie, a nawet - współodczuwanie - nie, nie twierdzę, że tak jest w tym wypadku, lubię tylko patrzyć z kilku punktów widzenia). Zupełnie jednak nie rozumiem, jak to się ma do samooceny - zakładając, że w ogóle dobrze interpretuję to, o czym piszesz. Wielki człowiek, wielkie problemy? Hmm, romantyzm po latach? ;>
Nie wiem w jakim tonie mam odpowiadać, ani co gorsza co, bo też wciąż nie mam ochoty pisać na tamten temat więcej niż napisałem. Zwłaszcza, że im bardziej piszę o sobie, tym mniej podaje na tacy. Tym niemniej wydaje mi się że takie dychotomiczne, teoretyzujące spojrzenie na temat nie jest trafne. Dla podmiotu postrzegającego istnieją dość rozległe relacje pomiędzy światoobrazem a obrazem samego siebie. Sądy o tzw. “ja realnym” to samosądy powstałe w dużej mierze przez konfrontacje z otoczeniem. Koniec końców w drugim akapicie najwięcej znaczenia ma kwestia przyjętej perspektywy postrzegania i braku możliwości jej zmiany czyli pisząc krócej i jeszcze inaczej gombrowiczowskie ja odmieniane przez dni tygodnia.