none

cytując

Stałem w Wenecji na Moście Westchnień
Po jednej ręce pałac, po drugiej więzienie.

Lord Byron

Written by none

21/04/11 at 12:55:56

Napisane w cytaty

Inżynierowie dusz – Frank Westerman

z 3 uwagami

Frank Westerman - Inżynierowie dusz

Źródło: lideria.pl

Mózg Maksyma Gorkiego przechowywany jest w słoju, w Instytucie Neurologicznym w Moskwie. Waży 1420 gramów, a jego plasterki zostały przebadane pod mikroskopem na ślady geniuszu.

Frank Westerman, Inżynierowie dusz, tł. Sławomir Paszkiet, Warszawa 2007, s. 14

Tymi słowami Frank Westerman rozpoczyna reportaż o upolitycznionej literaturze radzieckiej. Poruszając się śladami Gorkiego, Pilniaka, Płatonowa i przede wszystkim Konstantego Paustowskiego, przemierza zarówno ogromne połacie ziemi niedawnego imperium sowieckiego, jak i jego bogate, tajemnicze archiwa. Równie istotny obszar zainteresowań holenderskiego dziennikarza (związany bezpośrednio z jego agronomicznym wykształceniem) stanowią wielkie sowieckie plany powojennej rewolucji hydrologicznej. Jej głównymi założeniami były przede wszystkim zapewnienie Moskwie dostępu do czterech mórz oraz nawodnieniu ogromnych terenów na południu imperium wodą rzek płynących na jego północy. W taki sposób Stalin rywalizował rzecz jasna z zachodnim przemysłem, ale przede wszystkim z caratem, zwłaszcza z osobą Piotra I Wielkiego, którego podobne plany spełzły na niczym. Oś reportażu i wspólny mianownik dla całej opowieści stanowi zagadnienia wydobycia soli glauberskiej w zatoce Kara-Bugaz Goł, historia opisana przez Paustowskiego w jego książce. Westerman przesieje prawdę od fikcji, konfrontując zideologizowaną powieść ze stanem faktycznym.

Przeciwstawienie inżynierów literatom to zabieg reportażysty, który ma na celu wydobycie istoty tzw. literatury produkcyjnej. W jej strywializowanych realiach sztuka miała być całkowicie podporządkowana życiu proletariatu, zaś prym nad formą artystycznego wyrazu wieść miała treść, eksplikująca jedynie słuszne dogmaty. Zabieg ten udaje się połowicznie, gdyż reportaż mimo wszystko przypomina mi zbiór puzzli, które tworzą mało spójny obraz.

Pisanie już mu nie wychodzi, dlatego swe ostatnie słowa dyktuje: “Koniec opowieści, koniec bohatera, koniec autora”.

Kiedy nie może już także mówić, czyta wytrwale gazetę, choćby nawet pół godziny dziennie. Aby sześćdziesięcioośmioletni pisarz na łożu śmierci nie denerwował się bez potrzeby, Gławlit otrzymuje zadanie preparowania specjalnych wydań “Prawdy”, egzemplarzy przeznaczonych wyłącznie dla Gorkiego, w których usunięto wiadomości i doniesienia mogące wyprowadzić go z równowagi. Praca ta to nie bułka z masłem. Cała wiedza i umiejętności Gławlitu nastawione są na mydlenie oczu masom, a nie tylko jednostki. To jakby aparat cenzury został poddany próbie.

tamże, s. 138

Oczywiście nie mam wystarczającej wiedzy specjalistycznej i trudno oceniać mi informacje, w jakie obfituje reportaż Franka Westermana. Inżynierowie dusz to pozycja, po którą sięgnąłem z czystej ciekawości. Stanowi pewną alternatywę na tle esejów podróżniczych eksplorujących sztukę sowieckiego i postsowieckiego survivalu. Opis rozwoju hydrologicznego ZSRR wydaje się być poprowadzony w sposób rzetelny i fachowy. W zakresie literatury zdecydowanie największą zaletą jest dla mnie to, że autor wyraźnie zrezygnował z jakichkolwiek sądów wartościujących na rzecz opisu i anegdoty. Szczegółowe informacje biograficzne pisarzy oraz streszczenia ich utworów są poparte bogatą literaturą przedmiotu, którą dziennikarz skrzętnie wymienia. W tym kontekście Holender stara się ukazać przede wszystkim osobiste dylematy artystów zaprzęgniętych w cugle pragmatycznych i doraźnych interesów politycznych – tej części pisarzy, którzy pozostali w swej ojczyźnie i próbowali utrzymać swą głowę na powierzchni nawet za cenę zdrady własnych ideałów, iluzji, hipokryzji czy też wielopoziomowego kłamstwa wykreowanego przez system.

Zachował się jeden z tych opracowanych egzemplarzy – artykuł z pierwszej strony wydania krajowego o zbliżającej się śmierci Gorkiego zostaje zastąpiony w jego osobistym numerze “Prawdy” przez tak samo duży artykuł o pomyślnych prognozach żniw.

I tak 18 czerwca 1936 roku Aleksiej Maksimowicz Pieszkow – Gorki – umiera z opakowanym jako “Prawda” kłamstwem w ręku.

tamże, s. 138-139

★ ★  ★ ☆ ☆ w skali Goodreads

Written by none

23/02/12 at 12:25:44

Dostojewski na Manhattanie – André Glucksmann

z 2 uwagami

Andre Glucksmann - Dostojewski na Manhattanie

Źródło: gandalf.com.pl

Podobnie jak Ewa Bieńkowska także i ja odniosłem wrażenie, że „Dostojewski na Manhattanie” autorstwa André Glucksmanna jest wyraźną polemiką z tezami części intelektualistów wieszczących tryumf naszej cywilizacji i doktryny zachodniego liberalizmu, których uosobieniem może być Francis Fukuyama i jego osławiony Koniec historii, stwierdzenia tyleż frapującego, co kontrowersyjnego.

Punktem wyjścia dla dyskursu francuskiego filozofa jest amerykańska tragedia 11 września, która w jego mniemaniu burzy dotychczasowe status quo. Autor sumiennie i rzeczowo odsłania aksjologiczną grozę przełomu wieków, która wydaje się być o wiele bardziej racjonalna, niż można by sądzić „po mowie” słów i czynów fundamentalistów, fanatyków i szaleńców wszelkiej maści. Francuski filozof tłumaczy motywy ich postępowanie prymatem wszechobecnego nihilizmu. Autor bynajmniej nie zadowala się pobieżną diagnozą – robi wszystko, aby ostatecznie obnażyć twarz prądu umysłowego, który przez ostatnie dwieście lat nie tylko wyemigrował ze starego kontynentu zdobywając Nową ziemię, ale objął już swym zasięgiem cały – także islamski – świat. W poszukiwaniu prominencji współczesnego kryzysu Glucksmann wyruszy w świat rosyjskiej i francuskiej literatury XIX wiecznej, które spenetrowały temat nihilizmu, gdy ten był jeszcze w powijakach – całkiem słusznie uznaje bowiem, że literatura oferuje najprawdopodobniej najlepszą reprezentacje idei. W poszukiwaniu argumentów potwierdzających jego rozumowanie francuski myśliciel zdobędzie się nawet na ryzykowną wyprawę w głąb ogarniętej wojną Czeczenii, aby quasi-reporterskim okiem (-quasi- ponieważ nawet wówczas nie przestaje być filozofem piszącym z tezą) opowiedzieć czytelnikowi nihilizm w znanej nam współcześnie wersji. Oczywiście cały czas ostrze swej myśli kieruje ku swej podstawowej diagnozie – na tym nihilistycznym bębenku autor gra przez 250 stron.

Glucksmann posługuje się polemicznym, perswazyjnym, wojennym językiem. Spieniona fala jego argumentów, powracających raz po raz w poczuciu słusznego sprzeciwu nieustannie kojarzyła mi się (czy słusznie?) z rozognionym kontestacją tłumem, który wyległ na paryskie ulicach w 1968 roku. Niczym kropla drążąca skałę autor usiłował przekuć ilość racji w jej jakość – ostateczną, absolutną, ”fukuyamowską”. Z akrobatycznym wdziękiem poruszał się w czasie i przestrzeni mnożąc co raz to nowe argumenty i egzempla. Zręcznie lawirował między oczywistym Stawroginem i.. nieco mniej jednoznaczną, ale równie wdzięczną do analizy Emmą Bovary. A jego myśl nie poprzestaje na literaturze, nie, nie, począwszy od Clausewitza podąża w ślad za zwycięskim pochodem Napoleona, dociera do Sankt Petersburga, aby stanąć nad monumentalnym postumentem Piotra Wielkiego po to.. aby ostatecznie „spocząć na laurach”… uznawszy Platona za autora pierwszego manifestu nihilistycznego.

Nihilizm to bardzo pojemny worek. Glucksmann skwapliwie powrzucał weń całe zło współczesnego świata. Ułatwiła mu to jego postrzeganie pojęcia, ograniczona do lapidarnej formuły: „Nihilizm zaprzecza istnieniu zła, kultywuje niewiedzę zła.” (str. 84). Takie szerokie zdefiniowanie tego terminu prowadzi go do nadużyć intelektualnych. Czy nadmiar egzemplifikacji, jaki stosuje w toku swego rozumowania można określać starożytnym mianem hybris? O paradoksie! Autor „Dostojewskiego na Manhattanie”, skądinąd słusznie, tę właśnie hybris zarzuca współczesnym nihilistów na początku swej książki. Co gorsza francuski filozof powiela błąd polegający na przykładaniu współczesne kategorie opisu rzeczywistości do wydarzeń i osób historycznych, które ich nie znały. Wbrew niemu nie uważam Platona za nihilistę, podobnie jak nie wydaje mi się uprawnione, aby w Homerze upatrywać postmodernisty albo rozwijanie gender studies w twórczości Safony – tego typu przykłady można mnożyć. Być może teza Glucksmanna zyskałaby na sile wyrazu gdyby ten, rozwijając swą krytyczną diagnozę współczesności, skupił się na zjawiskach, które obok nihilizmu stoją u podstaw dobrego samopoczucia decydentów. Myślę tu nie tylko o barokowym nieumiarkowaniu, nadmiarze, który faktycznie przywodzi na myśl antyczną hybris, ale na przykład o szaleństwie dnia dzisiejszego za jakie odpowiada dyktat poprawności politycznej czy wszechobecny pragmatyzm. One także wydają się stać u podstaw jałowych dominant światopoglądowych z jakimi boryka się zarówno zatracona w inercji współczesność, jak i pełen polemicznej pasji André Glucksmann.

★ ★ ☆ ☆ ☆ w skali Goodreads

Written by none

18/02/12 at 19:26:12

*

Skomentuj »

Generał Cork zapytał mnie, czym w gruncie rzeczy są Niemcy, Francja, Szwecja.
- Hrabia de Gobineau – odpowiedziałem – określał Niemcy jako les Indes de l’Europe. Francja to wyspa otoczona ziemią. Szwecja to las jodeł w smokingach.
Wszyscy patrzyli na mnie zdziwieni, wykrzykując:
- Funny!
Następnie spytał mnie z rumieńcem na twarzy, czy to prawda, że w Rzymie jest taki… eh… I mean… dom publiczny dla księży.
- Podobno – odparłem – jest jeden, bardzo elegancki, na Via Giulia.
Wszyscy patrzyli na mnie zdziwieni, wykrzykując:
- Funny!
Następnie spytał mnie, dlaczego naród włoski nie zrobił przed wojną rewolucji, żeby przepędzić Mussoliniego.
Żeby – odrzekłem – nie sprawić przykrości Roosveltowi i Churchillowi, którzy przed wojną byli wielkimi przyjaciółmi Mussoliniego.
Wszyscy patrzyli na mnie zdziwieni, wykrzykując:
- Funny!
Następnie zapytał mnie, co to jest państwo totalitarne.
- To takie państwo – odpowiedziałem – w którym to wszystko, co nie jest zakazane, jest obowiązkowe.
Wszyscy patrzyli na mnie zdziwieni, wykrzykując:
- Funny!
Byłem Europą. Byłem historią Europy, cywilizacją europejską, poezją, sztuką, całą chwałą i wszystkimi tajemnicami Europy. Czułem się równocześnie osaczony, rozbity, rozstrzelany, napadnięty, wyzwolony, czułem się tchórzem i bohaterem, bastard i charming, przyjacielem i wrogiem, pokonanym oraz zwycięzcą. I czułem się także przyzwoitym człowiekiem, lecz trudno było przekonać tych uczciwych Amerykanów, że ludzie uczciwi są również w Europie.

Curzio Malaparte, Skóra, przeł. Jarosław Mikołajewski, Wrocław 1998, s. 230-231

Written by none

04/02/12 at 15:01:13

Napisane w cytaty

Tagi: ,

*

Skomentuj »

Poczucie nudy rodzi się we mnie z poczucia absurdu rzeczywistości, która, jak już powiedziałem, nie chce lub nie jest w stanie przekonać mnie o swym prawdziwym istnieniu.

Alberto Moravia, Nuda, przeł. Monika Woźniak, Warszawa 2010, s. 21

- Dlaczego się śmiejesz? – spytała matka z niepokojem.
- Przypomniałem sobie, że czytałem gdzieś zabawną parodię przypowieści o synu marnotrawnym; wiesz, tej z Ewangelii.
- A więc?
- W przypowieści syn marnotrawny wraca do domu i ojciec przyjmuje go z otwartymi ramionami, i każe zabić na powitalną ucztę tłustego cielca. Natomiast w parodii tłusty cielec ucieka, gdy tylko wraca syn marnotrawny, bo wie, jaki czeka go los. Wobec tego czekają z ucztą, aż znowu się pojawi. Zwierzę każe na siebie długo czekać, ale w końcu decyduje się wrócić. Wtedy uszczęśliwiony ojciec, aby uczcić powrót tłustego cielca, zabija syna marnotrawnego i podaje go do zjedzenia.

tamże, s. 48

- Dlaczego pan chce to wiedzieć?
- Powiedzmy, że mnie to ciekawi – wyjaśniłem ze świadomością, że nie tyle kłamię, ile że moje kłamstwo w chwili, gdy je mówię, staje się prawdą.

tamże, s. 82

Written by none

02/01/12 at 15:53:47

Napisane w cytaty

Tagi: ,

*

Skomentuj »

Każdy, kto kiedykolwiek próbował pisać powieści, wie, jakie to ciężkie zajęcie, to niewątpliwie jeden z najgorszych sposobów samozatrudnienia. Trzeba cały czas pozostawać w sobie, w jednoosobowej celi, w całkowitej samotności. To kontrolowana psychoza, paranoja z obsesją zaprzęgnięte do pracy, dlatego pozbawione piór, tiurniur i weneckich masek, z których je znamy, a przebrane raczej w rzeźnicze fartuchy i gumiaki, z nożem do patroszenia w ręku. Widzi się z tej pisarskiej piwnicy zaledwie nogi przechodniów, słyszy stuk obcasów. Czasami ktoś przystanie, żeby schylić się i rzucić do wnętrza okiem, można wtedy ujrzeć ludzką twarz i zamienić nawet kilka słów. W istocie jednak umysł zajęty jest swoją grą, którą toczy sam ze sobą w naszkicowanym pospiesznie panoptikum, rozstawiając figurki na prowizorycznej scenie – autor i bohater, narratorka i czytelniczka, ten który opisuje, i ta opisana: stopy, buty, obcasy i twarze prędzej czy później staną się częścią tej gry.

Olga Tokarczuk, Bieguni, Kraków 2007, s. 18-19

Written by none

17/12/11 at 11:00:43

Napisane w cytaty

Tagi: ,

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.